Soli Deo

Ku refleksji

Pewna stara legenda mówi o dziecku, które tuż przed swoimi narodzinami tak się zwróciło do Boga:

- Powiadają, że jutro wyślesz mnie na Ziemię. Jakże jednak będę mógł tam żyć tak mały i bezbronny?

- Spośród wielu aniołów wybrałem jednego, który na ciebie czeka. On będzie się o ciebie troszczył – odpowiedział mu Bóg.

- Ale, mój Panie, przecież tutaj w niebie nic tylko śpiewam i uśmiecham się. Czy to nie wystarczy, żeby być szczęśliwym?

- Twój anioł będzie ci śpiewać. Każdego dnia będzie się do ciebie uśmiechał, a ty poczujesz jego miłość i będziesz szczęśliwy.

- A jak zrozumiem, co ludzie do mnie mówią, skoro nie znam tego dziwnego języka, jakim się porozumiewają?

- Twój anioł będzie do ciebie przemawiał, używając najsłodszych i najczulszych słów, jakie tylko można usłyszeć; z ogromną cierpliwością i miłością będzie cię uczył mówić.

- A co zrobię, jeśli będę chciał z Tobą porozmawiać?

- Anioł złączy twoje rączki i nauczy cię, jak do mnie przemawiać.

- Słyszałem, że na Ziemi istnieją też źli ludzie. Kto mnie obroni przed nimi?

- Twój anioł obroni cię nawet kosztem własnego życia.

- Ale zawsze będę smutny, nie mogąc Cię widzieć, Panie.

- Twój anioł będzie ci o mnie opowiadał i wskaże ci drogę prowadzącą do mnie, chociaż ja zawsze będę przy tobie.

W tym momencie ciszę niebios zakłóciły głosy dochodzące z Ziemi. Dziecko delikatnym głosikiem zwróciło się do Stwórcy:

- Mój Boże, skoro już nadeszła na mnie pora, wyjaw mi proszę, jego imię… Jak się będzie zwać mój anioł?

- Jego imię nie jest istotne. – rzekł Bóg – Ty będziesz go nazywał… MAMA.

Pewien człowiek o zachodzie słońca wybrał się jak zwykle na spacer opustoszałym brzegiem morza. Idąc tak w zamyśleniu, spostrzegł nagle w oddali sylwetkę jakiegoś mężczyzny. Podszedłszy nieco bliżej, przekonał się, że to ktoś miejscowy, jakiś Meksykanin. Mężczyzna bezustannie schylał się, podnosił coś i ciskał to do wody. 
Gdy zbliżył się jeszcze bardziej, dostrzegł, że Meksykanin zbiera tak rozgwiazdy, które fale oceanu wyrzuciły na plażę. Wielce zaintrygowany podszedł do mężczyzny i powiedział: 
- Dobry wieczór, amigo. Przechodziłem właśnie tędy i zastanawiałem się, co robisz. 
- Wrzucam te rozgwiazdy z powrotem do wody. Widzi pan, mamy odpływ i wszystkie je wyniosło na brzeg. Jeśli nie wrócę ich morzu, umrą z braku tlenu. 
- Rozumiem... - odparł. - Lecz takich rozgwiazd muszą być pewnie na tej plaży tysiące i w żaden sposób nie uda ci się uratować wszystkich... Jest ich po prostu zbyt wiele. Poza tym zdajesz sobie chyba sprawę - tłumaczył - że na tym tylko wybrzeżu podobnych plaż są setki i na każdej z nich morze wyrzuciło pełno rozgwiazd. Nie sądzisz więc, przyjacielu, że to, co robisz, nie ma większego znaczenia? 
Meksykanin uśmiechnął się, a potem pochylił, podniósł kolejną rozgwiazdę i wrzucając ją do wody, odrzekł: 
- Ma znaczenie dla tej!

"Ślady na piasku"


We śnie szedłem brzegiem morza z Panem 

oglądając na ekranie nieba całą przeszłość mego życia. 

Po każdym z minionych dni zostawały na piasku 

dwa ślady mój i Pana. 

Czasem jednak widziałem tylko jeden ślad 

odciśnięty w najcięższych dniach mego życia. 

I rzekłem: 

“Panie postanowiłem iść zawsze z Tobą 

przyrzekłeś być zawsze ze mną; 

czemu zatem zostawiłeś mnie samego 

wtedy, gdy mi było tak ciężko?” 

Odrzekł Pan: 

“Wiesz synu, że Cię kocham 

i nigdy Cię nie opuściłem. 

W te dni, gdy widziałeś jeden tylko ślad 

ja niosłem Ciebie na moich ramionach.”

"Oblicze Jezusa"

Pewnego dnia, na Sycylii, mnich Epifaniusz odkrył w sobie dar Pana: potrafił malować piękne ikony.

Zapragnął namalować jedną, która stałaby się arcydziełem: zapragnął namalować oblicze Chrystusa.

Gdzie znaleźć odpowiedniego modela, zdolnego wyrazić równocześnie cierpienia i radość, śmierć i zmartwychwstanie, boskość i człowieczeństwo?

Epifaniusz nie mógł zaznać już spokoju. Wyruszył w podróż, przemierzył Europę, obserwując każdą twarz.

Niestety, nie istniało oblicze mogące przedstawiać Chrystusa.

Pewnego wieczoru zasnął powtarzając słowa psalmu: «Twego oblicza szukam Panie. Nie ukrywaj przede mną Twego oblicza.».

Miał sen: anioł prowadził go do spotykanych osób i wskazywał na jeden szczegół, który czynił tę twarz podobną do Chrystusowej; radość młodej żony, niewinność dziecka, siłę wieśniaka, cierpienie chorego, strach skazańca, dobroć matki, przestrach sieroty, surowość sędziego, wesołość kuglarza, miłosierdzie spowiednika, zabandażowane oblicze trędowatego. Epifaniusz powrócił do swego klasztoru i wziął się o pracy.

Po roku ikona przedstawiająca Chrystusa była gotowa. Pokazał ją opatowi i współbraciom, którzy zdumieli się i rzucili się na kolana. Oblicze Chrystusa było cudowne, wzruszające, stawiające pytania.

Na próżno pytano Epifaniusza, kto posłużył ma za modela.

Nie szukaj Chrystusa w obliczu jednego człowieka, ale w każdym człowieku szukaj fragmentu oblicza Chrystusowego.

 

Bruno Ferrero

Zapraszamy Was do nowego działu na stronie: ku refleksji. Postaramy się umieszczać tutaj ciekawe artykuły, które sprawią, że na chwilę będziemy mogli zatrzymać się nad swoim życiem, co jest niezmiernie ważne w świecie, w którym każdy z Nas jest zabiegany i nie ma czasu..

Jeżeli macie ochotę napisać taki artykuł ale nie macie możliwości aby ukazać go szerszej grupie czytających to zachęcamy do wysyłania ich na adres zespołu: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.